Media o nas

Powrót do spisu artykułów
21 września 2012 r.

Kto kopie dołki pod SKOK-ami?

Zmianom prawa i atakom słownym towarzyszą próby powiązania SKOK-ów z Amber Gold. I to mimo tego, że w 2009 r., gdy Amber Gold przez nikogo nieniepokojony rozpoczynał swoje złote żniwa, w SKOK-ach były wielomiesięczne kontrole, które nie stwierdziły najmniejszych uchybień w ich działalności.

Istniejemy od 20 lat i żaden z naszych klientów nie stracił nawet złotówki. Wręcz przeciwnie, kasy zyskują tak duże zaufanie klientów, że latach W2011 i 2012 notują dynamiczny wzrost liczby członków. I to właśnie ten sukces powoduje, że rządząca Platforma Obywatelska stara się ograniczyć niezależność SKOK - taki obraz rysowało kierownictwo kas na niedawnej konferencji prasowej w Warszawie. I co ciekawe, nawet dziennikarze nieprzychylnych SKOK-om mediów, obecni na konferencji, nie próbowali podważyć niewątpliwych sukcesów kas i politycznego podtekstu ataków na nie. Politycznego i biznesowego, bo posłowie, którzy przygotowali zmiany w prawie o SKOK-ach i atakują je w mediach, byli lub są zawodowo związani z bankami, czyli konkurencją kas kredytowych.

To na przykład poseł Sławomir Neumann, który jest na urlopie bezpłatnym w Nordea Bank Polska. Jest tam dyrektorem oddziału w Starogardzie Gdańskim. Poseł Jakub Szulc - były pracownik m.in. Banku BPH i Bank of America Polska, Jarosław Urbaniak -były pracownik Invest Banku czy Jacek Zacharewicz - prezes Zarządu Banku Spółdzielczego w Radomsku.

Osobny przypadek to Dariusz Rosati, który nie tylko od 2004 r. zasiada w radzie nadzorczej banku Millennium (obok innych polityków PO - senatora Marka Rockiego i byłego ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego), ale przede wszystkim firmował swoim nazwiskiem inicjatywy, które zakończyły się wielkimi skandalami. Zasiadał bowiem w radach nadzorczych FOZZ i TFI WGI (należącym do piramidy finansowej WGI). Sędzia Andrzej Kryże w ustnym uzasadnieniu wyroku powiedział, że członkowie Rady Nadzorczej FOZZ okazywali w latach 1989-1990 „trudną do zrozumienia niezaradność" wobec dyrektora generalnego FOZZ Grzegorza Żemka.

Jeśli chodzi o WGI, to Rosati tłumaczył w trakcie niedawnej debaty sejmowej, że „TFI WGI nie rozpoczęło w ogóle działalności, nie przeprowadziło żadnej operacji, nie przyjęło żadnej złotówki". Dzisiaj Rosati, już jako poseł PO i szef sejmowej Komisji Finansów Publicznych, przekonuje w mediach, że za Amber Gold nie wolno winić premiera i rządu. Wypowiada się też w sprawie SKOK-ów, które zamiast alarmować o zamachu na swoją niezależność, jego zdaniem powinny się cieszyć ze zmian proponowanych przez posłów PO, bo będą się mogły chwalić przed klientami dodatkowym nadzorem. Próbowaliśmy z nim porozmawiać na ten temat, ale nie odbierał telefonu.

Zmianom prawa i atakom słownym towarzyszą próby powiązania SKOK-ów z Amber Gold. I to mimo tego, że w 2009 r., gdy Amber Gold przez nikogo nieniepokojony rozpoczynał swoje złote żniwa, w SKOK-ach były wielomiesięczne kontrole, które nie stwierdziły najmniejszych uchybień w ich działalności. W 2009 r. we Wrocławiu odbyła się widowiskowa akcja, w czasie której komornicy w asyście policji zajęli 20 mln zł z działalności nielegalnie powołanego miejscowego zarządu SKOK, choć wystarczyło je zabezpieczyć na koncie kasy. Kasa Krajowa sprawę nielegalnego zarządu załatwiła pomyślnie, ale zarzuca organom państwa, że akcja egzekucyjna była grą na skompromitowanie SKOK i pretekstem do przyspieszenia prac nad zmianami prawnymi w sprawie SKOK, które wkrótce potem nastąpiły.

Spółdzielnia Świetlik

Czerwiec 1983 r. Maciej Płażyński razem z grupą studentów Uniwersytetu Gdańskiego zakłada spółdzielnię pracy o wdzięcznej nazwie Świetlik. Jest to ta słynna spółdzielnia, w której w trudnym życiowym momencie przystań znalazł późniejszy premier Donald Tusk, wchodząc nawet w pewnym momencie do jej rady nadzorczej. Tusk pracował w Świetliku przez siedem lat. Jak sam przyznaje, to tam dojrzał jako mężczyzna i do dzisiaj nie może się nachwalić, jak świetnie ten model gospodarowania sprawdził się w okresie gospodarki socjalistycznej. Ich spółdzielnia pomagała finansowo prześladowanym opozycjonistom, wspierała prasę podziemną, a nawet fundowała stypendia dla zdolnych uczniów. Pensja była tam wysoka – dziewięciokrotnie wyższa od średniej krajowej. W centrali SKOK w Gdyni nasi rozmówcy nazywają ponurym chichotem historii fakt, że to Platforma Obywatelska, którą kieruje Donald Tusk, robi zakusy, aby - jak mówią - de facto zlikwidować spółdzielczość w Polsce.

– Wejście w życie nowej ustawy o Spółdzielczych Kasach Oszczędnościowo-Kredytowych otwiera przed nimi szereg możliwości. Możliwość obsługi fundacji i stowarzyszeń z pewnością przyniesie korzyści naszym członkom. Jednakże szereg zawartych zapisów, które dyskryminują kasy w stosunku do banków, proces jej wdrażania, brak odpowiednich konsultacji budzą wątpliwości – mówi nam wiceprezes SKOK Wiktor Kamiński.
Wskazuje też, że na kształt ustawy w dużej mierze mieli wpływ posłowie PO związani z bankami komercyjnymi. – Stopień ich obiektywności oddaje w dużej mierze projekt nowelizacji, przypomnijmy – nowelizacji ustawy, która jeszcze nie weszła w życie. W praktyce zakłada on między innymi możliwość sprzedaży Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych bankowi komercyjnemu, choć polskie prawo nie pozwala na przyłączenie spółdzielni będącej własnością jej członków do spółki. – Mamy zatem do czynienia nie tylko z ustawą skonstruowaną tak wadliwie, że jeszcze przed wejściem w życie niezbędna jest jej nowelizacja, ale także z nowymi projektami, które stoją w sprzeczności z prawem obowiązującym w naszym kraju. To ewidentne działanie na szkodę SKOK-ów – wyjaśnia nam Kamiński.

Z wystąpień posłów PO wynika także, że mają ze spółdzielniami problem ideologiczny - spółdzielnia równa się dla nich nieefektywności. Problem polega na tym, że w naszym kraju (i na świecie) jest aż nadto przykładów, iż to stereotyp. I nie chodzi tylko o SKOK-i. Gdzie tylko może, zachwala spółdzielczość prezes Mlekpolu Edward Borawski, a więc szef największej w Polsce spółdzielni mleczarskiej i jednego z 20 największych przetwórców mleka w Europie. Jego spółdzielnia w 2010 r. osiągnęła przychód w wysokości 2,5 mld zł, a rok później blisko 3 mld zł. Zarówno Mlekpol, jak i cała branża mleczarska świetnie radzą sobie w formie spółdzielczej - podkreśla Borawski.

Rządzącej koalicji udało się w 2009 r. przeforsować ustawę dla SKOK która oddaje kasy pod nadzór KNF. Będzie on na tyle ścisły, że komisja może wpływać na skład zarządów poszczególnych kas. Tak skonstruowaną ustawę do Trybunału Konstytucyjnego skierował wcześniej prezydent Lech Kaczyński. Po jego śmierci i wyborach prezydenckich w 2010 r. nowy prezydent Bronisław Komorowski listę 72 zarzutów o niezgodności z konstytucją ograniczył do... dwóch. Wcześniej chciał ustawę wycofać, ale byłoby to niezgodne z prawem. Prezes Grzegorz Bierecki zwrócił się w kwietniu 2011 r. w imieniu SKOK do Kancelarii Prezydenta o udostępnienie opinii, na które kancelaria powołała się w informacji prasowej dotyczącej usunięcia aż 70 zarzutów z wniosku złożonego do TK

Piewcy SKOK-ów: Nałęcz, Wałęsa, Kwaśniewski

Odpowiedź podpisana przez Andrzeja Dorsza, dyrektora Biura Praw i Ustroju Kancelarii Prezydenta, wprawia w osłupienie: „Odwołanie się do opinii, o których mowa w powołanym komunikacie prasowym, objęło zbiorczo wszystkie docierające do Kancelarii oceny i stanowiska, w tym te, które zostały wyrażone w ramach przeprowadzonych rozmów i konsultacji. Przebieg spotkań, a zarazem wyrażane na nich opinie nie był utrwalany. Kancelaria nie dysponuje zatem substratem materialnym - nośnikiem wyrażającym przedstawione podczas konsultacji stanowiska, który mógłby być udostępniony".

Jeszcze 10 lat temu bliski współpracownik obecnego prezydenta Tomasz Nałęcz rozpływał się w zachwytach nad działalnością SKOK-ów i kompetencjami ich kierownictwa: „Osiągnięcia Państwa firmy dowodzą, że sukces finansowy i organizacyjny jest przede wszystkim efektem kompetencji zaangażowania w wykonywaną pracę, a nie tylko dobrej koniunktury gospodarczej. Jesteście Państwo przykładem, że ruch spółdzielczy ma przed sobą przyszłość. To właśnie dzięki Państwa produktom wiele polskich rodzin, a także przedsiębiorstw może liczyć na tani i łatwo dostępny kredyt" - pisał ówczesny wicemarszałek Sejmu Tomasz Nałęcz.
Pochwał ze strony ludzi bliskich PO i lewicy było zresztą więcej. Lech Wałęsa 4 czerwca 1994 r. na walnym zgromadzeniu SKOK powiedział: „Już dziś Wasza działalność służy poprawie warunków życia tysięcy obywateli. Dzięki Waszym wysiłkom i ochotniczej pracy odbudowują się więzi między ludźmi, utwierdza się przekonanie, że każdy może uczestniczyć w przemianach, jakie dokonują się w Polsce, że te przemiany mogą służyć zwykłym ludziom. Ten fakt zasługuj e na szczególne uznanie. Polska potrzebuje Waszej pracy".

Cztery lata później ówczesna szefowa Kancelarii Prezydenta RP, a dzisiaj euro posłanka PO, Danuta Huebner pisała do prezesa SKOK Grzegorza Biereckiego w imieniu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego: „Wszelkiej pomyślności w realizacji szlachetnego przedsięwzięcia niesienia wspólnej pomocy przez społeczników mniej zamożnym ze spółdzielni. [...] W spółdzielniach zysk nie powinien być celem samym w sobie, a jedynie środkiem do realizacji innych celów prowadzących do podniesienia zamożności jej członków. Wasza kasa dobrze rozumie te cele. Jest blisko ludzi i ich potrzeb" – czytamy w jej piśmie.

W 2002 r. SKOK obchodził też 10-lecie swojego istnienia. W Warszawie odbywała się Międzynarodowa Konferencja Liderów Unii Kredytowych. List do uczestników spotkania napisał Aleksander Kwaśniewski. „Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe odegrały istotną rolę w osiągnięciach ekonomicznych Polski ostatniej dekady. Przede wszystkim dlatego, że umożliwiły dostęp do środków finansowych rodzinom i obywatelom mającym niskie i średnie dochody. W ten sposób dały im często jedyną szansę na poprawę warunków życia, zdobycia wykształcenia czy podniesienie kwalifikacji zawodowych" - zwracał uwagę ówczesny prezydent.

Dekadę istnienia SKOK w liście gratulacyjnym podsumował krótko również Leszek Balcerowicz: „W ciągu 10 lat funkcjonowania Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych w Polsce instytucja ta stała się nie tylko nowoczesna, lecz także porównywalna do jej podobnych, a funkcjonujących w Unii Europejskiej i innych krajach świata. Szczególnie istotny jest system zabezpieczeń gromadzonych środków, który spełnia oczekiwane od tego typu instytucji finansowych standardy" – zachwalał prof. Balcerowicz.
I jeszcze wicepremier Waldemar Pawlak na Ogólnopolskim Forum Spółdzielczym w 2011 r. „Gdy w 1994 roku byliśmy zajęci polityką, koledzy wzięli się za SKOK-i i zrobili naprawdę wielki projekt. Bo gdyby te wszystkie kasy policzyć razem, byłby to drugi albo trzeci bank co do wielkości w Polsce".

Sukces i walka o nadzór

Trudno się dziwić tym pochwałom, bo w ekonomii i gospodarce liczby mówią same za siebie. W 2011 r. z usług blisko 2 tys. placówek kas skorzystało 2,3 mln Polaków. W porównaniu z 2010 r. to przyrost o 200 tys. członków, którzy zdeponowali w kasach ponad 14,5 mld zł (na koniec grudnia 2010 r. było to 13 mld zł). Podobnie można powiedzieć o aktywach. W 2010 r. wynosiły one 14 mld zł, a w ubiegłym roku już 15,6 mld zł. W 2010 r. udzielono pożyczek na kwotę 9,7 mld zł, a w 2011 r. suma ta przekroczyła 10,9 mld zł. Wszystko to daje polskim SKOK-om drugie miejsce w Europie pod względem liczby członków i zgromadzonego kapitału. Ustępuje miejsca jedynie spółdzielcom z Irlandii. Ogółem na całym świecie spółdzielnie oszczędnościowo-kredytowe skupiają 188 mln osób w 100 krajach.

Jak to się zaczęło? Grzegorz Bierecki - dzisiaj senator z listy PiS -wówczas działacz „Solidarności" i współpracownik Lecha Wałęsy wyjechał do USA na zaproszenie przedstawicieli Unii Kredytowych z Kansas. Był to wrzesień 1989 r., Bierecki nie kryje, że w trakcie tego wyjazdu zakochał się kasach oszczędnościowych. I, jak twierdzą jego współpracownicy z którymi rozmawialiśmy kariera w strukturach światowych kas jest dla niego ważniejsza niż ta polityczna. Dzisiaj jest wiceprzewodniczącym Światowej Rady Związków Kredytowych (WOCCU), ale cieszy się tam powszechnym szacunkiem i ma spore szanse na zwycięstwo w kolejnych wyborach.

Szef Kasy Krajowej nie mówi, że banki naciągają klientów, ale przyznaje, że „płacimy za dużo za usługi bankowe w stosunku do zarobków czy do środków, które powierzamy bankom". Różnicę między bankiem a kierowaną przez siebie instytucją wyjaśnia tak: „Fundamentalną różnicą w funkcjonowaniu Kasy i banku jest to, że bank istnieje po to, aby gromadzić zyski dla swoich właścicieli. Właściciele Kas są jednocześnie ich klientami. Nie są więc zainteresowani wysoką dywidendą, tylko tanimi usługami".

Funkcję nadzorującą i kontrolującą polskie SKOK-i zgodnie z wcześniejszą ustawą pełniła Krajowa Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa, zrzeszająca wszystkie kasy. – Jestem za skutecznym nadzorem. Ostatnie doświadczenia z różnymi instytucjami powinny nas do tego skłaniać -mówił pod koniec sierpnia szef sejmowej Komisji Finansów Dariusz Rosati z PO. Jego partia przygotowała projekt ustawy która ma objąć kasy podobnym reżimem co banki, mimo że te bankami nie są. Mimo wielu prób nie udało nam się skontaktować z posłem Rosatim. 

O co chodzi ze wspomnianym nadzorem i propozycjami zmian? Depozyty złożone w kasach mają być gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Rozszerzony zostanie nadzór KNF, która będzie mogła wydawać SKOK-om rekomendacje i decydować o ustanowieniu nadzoru komisarycznego. To nie koniec propozycji posłów PO. Proponują oni również możliwość przejęcia kas przez banki, wprowadzenie kadencyjności w zarządach i radach nadzorczych kas oraz ograniczenie kompetencji Kasy Krajowej.
Na stronie Rządowego Centrum Legislacji resort finansów opublikował pięć projektów rozporządzeń. Ministerstwo kierowane przez Jacka Rostowskiego proponuje na przykład, aby ze składek wnoszonych przez SKOK do centrali Kasa Krajowa dostała tylko 10 proc, a Komisja Nadzoru Finansowego 90 proc. Przygotowany pakiet przepisów wykonawczych wiąże się z wejściem w życie nowej ustawy o SKOK, której skutkiem będzie głównie przejęcie przez KNF nadzoru nad SKOK. Nastąpi to 27 października. Ministerstwo zaproponowało też regulacje odnośnie do minimalnych kwalifikacji członków zarządu SKOK, sposobu przeprowadzania kontroli przez KNF oraz norm dopuszczalnego ryzyka.

Poseł Prawa i Sprawiedliwości Zbigniew Kuźmiuk uważa pomysł zwiększenia przez KNF nadzoru nad SKOK-ami za kontrowersyjny, bo kasy (nie tylko w Polsce) działają na podstawie ustawy o spółdzielczości, a działalność spółdzielcza rządzi się własnymi prawami. Kuźmiuk uznał też za niestosowną debatę na ten temat w atmosferze podejrzeń o złe inwestowanie środków przez SKOK-i i zestawianie kas z Amber Gold.

Gdzie zobaczymy Marcina P?

Amber Gold to nie pierwsza piramida finansowa w III RP. Interbrok Investment, Digit Serve, Netforex, Flexworld czy wspomniana już WGI to tylko te największe. Pokrzywdzeni przez tę ostatnią już w marcu 2012 r. ostrzegali premiera Tuska i kilka głównych organów państwa, że Amber Gold jest prawdopodobnie piramidą finansową i jej koniec może być powtórką z WGI. Bez skutku. W swoim liście zwracali uwagę na to, że jeszcze żadna z piramid finansowych nie została w III RP wykryta, dopóki w naturalny sposób się nie rozpadła. Czy afera Amber Gold to zmieni? Na razie nie ma na to widoków, bo zamiast wykorzystać szok nią wywołany do zbudowania mechanizmów prewencyjnych przeciw piramidom, w toczącej się debacie ważniejsze jest zacieranie odpowiedzialności instytucji państwowych za ich zaniechania.

Przykład WGI jest ciekawy jeszcze z innego względu. Współtwórca tej piramidy Maciej Soporek do dzisiaj pracuje w sektorze inwestycyjnym. Do niedawna był dyrektorem zarządzającym, a dzisiaj jest jednym z menedżerów firmy Opulentia. Nie można więc wykluczyć, że Marcina P również zobaczymy jeszcze na kierowniczym stanowisku, zarządzającego naszymi pieniędzmi.

—Piotr Pałka, Mariusz Majewski
Uważam RZE 17.09.12


Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.