Aktualności

Powrót do aktualności
07 stycznia 2016 r.

Dbajmy o polskie sprawy

Trzeba postrzegać spółdzielczość jako sól polskiego kapitału, nie ma bowiem bardziej polskiej instytucji gospodarczej niż spółdzielnia – senator Grzegorz Bierecki w wywiadzie dla „Tęczy Polskiej”

Rozmowa z senatorem Grzegorzem Biereckim 

Jak pan ocenia, to, co się stało ze SKOK-ami w następstwie działalności nadzoru KNF i ustawy przeforsowanej przez PO? 

- Kasy wykazały wyjątkową odporność na te ataki, co jest potwierdzeniem żywotności spółdzielczego modelu gospodarowania. Wielokrotnie słyszałem opinie ze strony banków komercyjnych, że takiej nagonki ze strony partii rządzącej i przedstawicieli rządu żaden inny bank by nie wytrzymał… Doprowadziłoby to do paniki, ucieczki depozytariuszy i utraty zdolności kredytowej. Tutaj takie zjawisko nie wystąpiło, członkowie spółdzielczych kas mieli zaufanie do swoich spółdzielni i nie doszło do paniki. Tymczasem na jej wywołaniu zależało wielu osobom. Słyszałem głosy ze strony czołowych polityków PO, którzy marzyli o tym, by tysiące ludzi szturmowało kasy SKOK. Nie doszło do takiej sytuacji i w ten sposób uzyskaliśmy dowód odporności kas na kryzys. 

To doświadczenie staje się teraz doświadczeniem banków spółdzielczych. 

- Zmusza to do pilnego wyciagnięcia wniosków z tej sytuacji i wskazania słabości, które ujawniły się. Niewątpliwie do poprawienia są kwestie kompetencji i sposobu funkcjonowania nadzoru finansowego. Te sprawy wymagają pilnych zmian. Mówię tutaj nie tylko o przepisach, ale o pewnym modus operandi tego urzędu. Komisja Nadzoru Finansowego powinna przede wszystkim dbać o interesy członków spółdzielni i deponentów w bankach spółdzielczych. Takich działań zabrakło we właściwym czasie. Uważam, że nie może być tak, by ten urząd prowadził nadal pewną grę podmiotami nadzorowanymi, realizując określone wizje funkcjonowania sektora. Wizje, które nie pochodzą ani od właścicieli – czyli członków kas – ani też od władz zarządzających tym sektorem. Wizje przychodzą z zewnątrz i są narzucane spółdzielniom. Często ich celem jest osłabienie, czy wręcz wyeliminowanie konkurenta z rynku, na który zamierzają wejść inne podmioty. Tego typu analizy prowadzi się na całym świecie, jednak np. w USA nikt nie przyjmuje bezkrytycznie pomysłów różnego rodzaju rad (np. Międzynarodowej Rady Rachunkowości) i nie traktuje ich jak prawdy objawionej. Za każdym razem przeprowadzane jest analiza skutków przyjęcia takich regulacji dla rynku krajowego i dla podmiotów. Regulacje nie są tworzone bez zdefiniowanych interesów. 

Zapytam zatem wprost, w czyim interesie gra Komisja Nadzoru Finansowego ? 

- To pytanie należy stawiać, bo czasem jest tak, że niekiedy bez intencji i bez wiedzy realizuje się interesy tych, którzy podpowiadają określone rozwiązania. Celowo nawiązałem do regulacji dotyczących kwestii rachunkowości, bo to fundamentalna dla spółdzielczego sposobu gospodarowania kwestia kwalifikacji udziałów członkowskich. To są rzeczy, które wymagają pilnej interwencji ze strony ustawodawcy. Mam nadzieję, że ruch spółdzielczy uzyska przepisy, które w sposób zdecydowany uniemożliwią rachunkowe pomniejszanie kapitałów, które są do dyspozycji spółdzielni. Trzeba zatem przejść z pozycji obrony do pozycji aktywnych działań ze strony kierownictwa ruchu spółdzielczego. Osiem lat rządów liberalnej koalicji PO i PSL doprowadziło do zmniejszenia potencjału spółdzielczego i wykreowało nowe zagrożenia dla spółdzielczego modelu gospodarowania. Kierownictwo ruchu spółdzielczego powinno wyciągnąć z tego wnioski i zaproponować zmiany w przepisach, które – myślę – będą życzliwie przyjęte przez obecną większość parlamentarną, która wygrała te wybory pod hasłem wsparcia dla polskiego kapitału. A jakiż to kapitał może być bardziej polski niż spółdzielczy, będący własnością obywateli RP? Trzeba postrzegać spółdzielczość jako sól polskiego kapitału, nie ma bowiem bardziej polskiej instytucji gospodarczej niż spółdzielnia. Należy z tego wyciągnąć wnioski. Spółdzielczość powinna bardzo szybko uzyskać nowe regulacje, ułatwiające pozyskiwanie kapitału, umożliwiające finansowanie działalności spółdzielczej, bo od tego zależy jej zdolność do konkurowania. 

Czy zatem podejmowane będą przez parlamentarzystów zwycięskiej koalicji inicjatywy, zmierzające do „odkręcenia” zapisów ustawowych, które obecnie istnieją, w przypadku SKOK i banków spółdzielczych? 

- Jestem zwolennikiem wyeliminowania regulacji, które niszczą polskie instytucje finansowe. Nie można tolerować prawa szkodzącego rozwojowi podmiotów, które działają w Polsce legalnie i z pożytkiem dla społeczeństwa. Wszystkie branże spółdzielcze narzekają na przepisy, które utrudniają im działalność i konkurowanie z podmiotami funkcjonującymi choćby w formule spółek prawa handlowego. Nie wspomnę o podmiotach zagranicznych. Te przepisy powinny być jak najszybciej wyeliminowane. Może czas na wprowadzenia – tak modnych dzisiaj – deregulacji? Bo uważam, że spółdzielczość w Polsce jest przeregulowana i blokowany jest w ten sposób jej rozwój. Deregulacje powinny być adekwatne do skali działalności i jej charakteru. Spółdzielnia jest związkiem osób, ale przede wszystkim jest przedsiębiorstwem. Ludzie przystępują do spółdzielni po to, by zapewnić sobie i swoim rodzinom określone korzyści. Dotychczasowy, trochę” anarchistyczny” sposób myślenia o spółdzielniach, wynikał z utożsamiania ich ze stowarzyszeniami. Te jednak nie mają celów ściśle gospodarczych, Spółdzielnie zaś mają do realizacji przede wszystkim cele gospodarcze. Dziś utrudnia się im osiąganie tych celów i w istocie działa się przeciwko interesom ich członków. Spółdzielnie mają być sprawnymi jednostkami gospodarczymi, zdolnymi do konkurowania na wolnym rynku i dającymi korzyści swoim członkom. Anarchizowanie spółdzielni prowadzi do tego, że one nie są w stanie konkurować. Zbyt wiele czasu tracą na zajmowanie się sobą. 
Jak obecna sytuacja wpłynęła na stan SKOK-ów, na liczbę członków, na kapitały i na zwyczajną codzienną działalność? 
- W następstwie wprowadzonych zarządów komisarycznych zmniejszyły się aktywa, co widać ze sprawozdań. Ale zmniejszyły się one również w wyniku eskalacji działalności przestępczej, a doszło do tego już pod państwowym nadzorem. Do momentu wprowadzenia tego nadzoru żadna kasa przecież nie upadła. Jak wynika z informacji uzyskanych po upadłościach, gwałtowne nasilenia nieprawidłowości nastąpiło w momencie pojawienia się nadzoru publicznego. Z jakiegoś powodu przestępcy uznali, że więcej mogą pod państwowym nadzorem. Ale jest to powodem innych już dochodzeń. Wprawdzie zmniejszyły się aktywa kas, ale obcięte zostały chore ich części. Natomiast to, co zostało, wykazało niebywałą siłę przetrwania, co znaczy, że jest zdrowe. 

Jak na te zdarzenia reagowali zwykli członkowie kas? 

- Większość pozostała, mało tego, każdego dnia zapisywali się nowi członkowie. Widać, że jest potrzeba funkcjonowania takich spółdzielczych instytucji finansowych jak SKOK-i. Poszukiwane są takie usługi, a ich formuła działania jest akceptowana. Tymczasem władza atakowała SKOK-i z powodów politycznych, a także z powodu ideologii gospodarczej, którą oficjalnie przyjęła. Mówiono, że „spółdzielczość jest przeżytkiem”, który powinien być wyeliminowany. A jednocześnie akceptowano różnego rodzaju fundusze żerujące na Polakach, podejmowano działania szkodzące wielu milionom ludzi w kraju. 

Z tego powodu – jak Pan wcześniej powiedział – niezbędne są zmiany w ustawach, aby dać przynajmniej takie same prawa do funkcjonowania na rynku kasom i bankom spółdzielczym, jak bankom komercyjnym? 

- Sądzę, że nie takie same, ale ekwiwalentne. Spółka akcyjna jest w stanie bardzo łatwo pozyskać kapitał. Emituje akcje, sprzedaje je szybko na giełdzie i buduje w ten sposób swój kapitał. Spółdzielnie nie mają takiej możliwości. Co dostają w zamian, jaki jest ekwiwalent braku możliwości takiego łatwego pozyskiwania kapitału? Gotowe są rozwiązania z innych rynków, które powinny być w Polsce przyjęte i zastosowane, by zapewnić spółdzielniom łatwość budowy kapitału, kiedy go potrzebują. Potrzebne jest dobre finansowanie interesujących projektów. Te zmiany trzeba szybko wprowadzić. Podkreślam raz jeszcze, że nie mówimy o takich samych warunkach i prawach. Mówimy o ekwiwalentnych prawach, nie zaś o tym, że spółdzielnie mają emitować udziały i sprzedawać je na giełdzie. Można bowiem znaleźć inne formuły, łatwiejsze i bliższe członkom spółdzielni, którzy przecież nie są inwestorami na giełdzie. Trzeba je szybko przedstawić, korzystając z obecnej koniunktury politycznej. Potrzebna jest też analiza, jak te zmiany powinny być przedstawione przez Krajową Radę Spółdzielczą, kto powinien ją reprezentować i przede wszystkim – jaki jest ich cel. 

Miejmy nadzieję, że parlament rychło podejmie takie działania. Dziękuje za rozmowę. 

Rozmawiał: Mieczysław Wodzicki

Tęcza Polska, nr 12 Grudzień 2015 r.

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.